Jeśli nigdy nie leżałeś w szpitalu to może zastanawiałeś się kiedyś co tam się je.
Ano je się to
co dadzą.
Generalnie są w ciągu dnia 3 posiłki. Śniadanie około 8.30
zazwyczaj 2-3 kromki chleba, kawałek masła i 2 plastry wędliny. Tyle,
Pomidorek? Nie. Ogórek? Nie. Witaminy? Nie!
Przepraszam, czasami podobno
dawali zupę mleczną.
Wielu ekspertów na słowo mleko reaguje histerią.
Przecież laktoza, ileśtam % (u każdego eksperta inna ilość %) populacji
nie trawi laktozy.
Ja się nie będę czepiał, jak ktoś nie trawi, to o tym
wie i nie będzie jadł, albo powie co i jak i mu na coś zamienią (miejmy
nadzieję).
Generalnie
dieta nie jest urozmaicona wcale.
Co dzień niemal to samo (zmienia się
wędlina – ze słabej na słabą).
To samo tyczy się obiadu i kolacji. Co na
obiad(około 12.30)? Zupa, zazwyczaj jarzynowa lub koperkowa.
A na
drugie?
A różnie chciałoby się powiedzieć.
Raz ziemniaki, buraczki,
schabowy(wielkości około 7×5 cm).
Innym razem ziemniaki, buraczki, pałka
z uda kurczaka (niewielka).
Jeszcze innym razem ziemniaki, buraczki i
mielony. Czasami kasza zamiast ziemniaków. No i obowiązkowo kompot.
Kolacja(o 17.30) do przewidzenia – dwie lub trzy kromki chleba (oczywiście chleb biały), kawałek masła (w sumie do końca nie wiem co to jest, w każdym razie do smarowania), no i dwa plasterki
wędliny.
Nie muszę oczywiście wspominać o braku warzyw.
Do tego herbata.
Dane pochodzą z własnych obserwacji i rozmów z osobą, która była
hospitalizowana dwa tygodnie i nie miała zaleconej żadnej szczególnej
diety – dostawała to co wszyscy.
Bywał stosowany płodozmian, raz na
kolację widziałem serki topione.
Kiedyś jeszcze akurat szedłem
korytarzem jak jechała kolacja i widziałem, że niektórzy dostawali do
chleba ser biały (już w formie zrobionego twarożku).
Wnioski
wyciągniesz i tak sam, mi rzuca się w oczy brak witamin i minerałów,
niska jakość zwłaszcza wędlin (co zapewne wynika z ograniczonego
budżetu) oraz niewielkie porcje – wszystkiego.
Nie wiem czy wynika to z
założenia, że większość pacjentów jest w podeszłym wieku i ma obniżone
zapotrzebowanie kaloryczne, czy z założenia, że rodzina w odwiedziny i
tak zawsze coś przyniesie np. cały domowy obiad.